Szukaj

Cała masa rzeźby


…a co może być ciekawego pod Radomiem? – usłyszałem, gdy powiedziałem, że wybieram się w tamte okolice na wycieczkę. Nie lubię takiego podejścia. Wystarczy trochę wysilić się i poszukać, żeby w każdym miejscu naszego kraju znaleźć coś ciekawego. Ja pod Radomiem znalazłem kiedyś Orońsko, które bardzo lubię odwiedzać. Uważam bowiem, że czym Opinogóra dla północnego Mazowsza, tym Orońsko właśnie może być dla południowej części województwa.


Położona nad rzeką Oronką wioska posiada bowiem bardzo ładny zespół pałacowy. Zdaniem portalu zabytek.pl „należy [on] do najwybitniejszych przykładów rezydencjonalnej architektury z poł. XIX w. na terenie Polski”. Rezydencja ta należała do Józefa Brandta. Był on malarzem, przedstawicielem nurtu batalistycznego, tworzącym w drugiej połowie XIX w. Artysta wszedł w posiadanie majątku żeniąc się z Heleną z Wojciechowskich Pruszakową. Popularność twórczości Brandta sprawiała, że mógł on sobie pozwolić na inwestycje w Orońsku.

Ale czasy świetności majątku zaczęły się wcześniej, a dokładnie w chwili, kiedy najpierw wydzierżawił go, a następnie kupił Franciszek Ksawery Christiani. Był on dyrektorem Dyrekcji Jeneralnej Dróg i Mostów Królestwa Polskiego, pionierem budowy dróg utwardzonych. W Orońsku postanowił zaprowadzić trochę ładu – relokował wieś i uporządkował jej układ drogowy. Przystąpił także do tworzenia nowoczesnego zespołu dworskiego, na który wyznaczył dwunastohektarowy teren. Na nim to znalazło się miejsce na zespół reprezentacyjnych budynków, park i zabudowania folwarczne. Niestety realizację zamierzeń przerwała mu śmierć. Dzieło starały się kontynuować żona i córka. Jednak, jak to bywa, ze środkami było różnie. Właściciele dóbr zaczęli się zmieniać, aż nabyła je wspomniana Helena Pruszakowa, secundo voto Brandt.


Nazwisko jej męża do Orońska zaczęło przyciągać ludzi. Odwiedzali je licznie malarze, także uczniowie Brandta z jego monachijskiej pracowni. Zaczęło kwitnąć życie kulturalne, majątek też zaczął rozkwitać. Z jego inicjatywy powstały stawy rybne, stadnina, nowoczesna hodowla bydła – Brandt miał głowę na karku, jeśli chodzi o zarządzanie majątkiem. Niestety I wojna światowa przyniosła znaczne straty. Orońsko było kilkakrotnie przejmowane przez walczące strony.


W dwudziestoleciu międzywojennym dobra Orońskie zaczęły się kurczyć, w końcu zostały zlicytowane. W 1942 r. przejęli je Niemcy, w 1945 – Skarb Państwa. Utworzono tu Państwowe Gospodarstwo Rybackie. W 1969 roku w zabytkowym zespole pałacowym zaczął funkcjonować dom pracy twórczej rzeźbiarzy. Zadecydowała o tym zarówno uroda miejsca, jak i tradycje artystyczne związane z Brandtem, a także baza materiałowa – wszak obszar pobliskiego Szydłowca to źródło doskonałego piaskowca. W efekcie w 1981 roku powstaje tu Centrum Rzeźby Polskiej, które szczęśliwie i prężnie funkcjonuje tu do dziś.

Mówi się, że zabytkowe cmentarze to nasze największe plenerowe galerie rzeźby. Jeśli ktoś nie lubi spacerować po cmentarzu, niech wybierze się do Orońska. Cały park – z pięknym starodrzewem i stawami, zajmują rzeźby. Klasyczne i nowoczesne, twórców znanych i mniej znanych. Jestem przekonany, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ja koneserem nie jestem, a wręcz muszę przyznać, że w tym zakresie jestem kompletnym dyletantem. No ale takie nazwiska jak Abakanowicz czy Hasior to i mnie coś tam mówią. A między innymi ich dzieła są tu prezentowane.

Ale rzeźby to nie wszystko, dla czego warto tu przyjechać. Samo założenie pałacowo parkowe warte jest zobaczenia. Znajdują się tu bowiem:

  • Pałac w formie neorenesansowej willi włoskiej.

  • Piękna oranżeria, która służy za galerię wystawienniczą.

  • Kaplica w stylu greckiej świątyni.

  • Dworska wozownia.

  • Spichlerz, w którym dziś funkcjonuje hotel.

  • Latryna w formie egipskiego pylonu.

  • Nowoczesny pawilon Muzeum Rzeźby Współczesnej.

  • Stodoła, stajnia i kuźnia.

Jak łatwo się domyślić, większość budynków zaadaptowano na cele wystawiennicze lub pracownie rzeźbiarskie.

A z tyłu, za pałacowym parkiem kolejny rarytas. To stawy rybne. Można tu powędkować, można też pospacerować. Ja, będąc w środku dnia, spotkałem tam (oprócz kilku wędkarzy) kilka błotniaków stawowych (chyba), perkoza dwuczubego i kilka kaczek. A do tego spod nóg, kiedy łaziłem groblami, uciekała mi cała masa żab i zaskrońców, a w powietrzu fruwało sporo ważek i motyli.

Całość orońskiego kompleksu sprawia, że można tu przyjemnie spędzić niedzielne popołudnie. Coś dla siebie znajdą tu zarówno pasjonaci sztuki, jak i miłośnicy zabytków i przyrody. A nawet – rzekłbym – ezoteryki. Bo ponoć Orońsko także ma swój czakram, i to nie wiele słabszy od wawelskiego, który działa uzdrawiająco. Do tego cisza, spokój i raczej mało odwiedzających. Do parku i nad stawy wstęp jest bezpłatny – bilet trzeba kupić tylko, jeśli chce się wejść na wystawy eksponowane wewnątrz budynków. Aha, opłacić się trzeba także chcąc wykorzystać park do (mniej lub bardziej) profesjonalnych sesji zdjęciowych.


Wszystko to czeka na odwiedzających zaledwie 15 km od Radomia, godzinę jazdy autem z Warszawy, w rejonie, w którym, zdaniem sceptyków, nie ma nic ciekawego…


WERSJA AUDIO

PLAN SYTUACYJNY


590 wyświetlenia

Kontakt

W jakichkolwiek sprawach chcielibyście się ze mną skontaktować - piszcie proszę śmiało!

Planning Travels
 

©2019 by aledokad.pl. Proudly created with Wix.com